Magazyny energii w Polsce – regulacje, wsparcie i przyszłość systemu elektroenergetycznego. Co ustalono na posiedzeniu sejmowej podkomisji?
Magazyny energii w Polsce – regulacje, wsparcie i przyszłość systemu elektroenergetycznego. Co ustalono na posiedzeniu sejmowej podkomisji?

Polska potrzebuje od 15 do 20 GW mocy w magazynach energii do 2035 roku – to wniosek z posiedzenia sejmowej podkomisji do spraw transformacji energetycznej. Na stole leżą miliardy złotych wsparcia, świeża nowelizacja prawa energetycznego i ostrzeżenie operatora: magazyny energii, które nie współpracują z systemem, staną się zagrożeniem, nie szansą. Oto najważniejsze ustalenia i ich konsekwencje.
Dlaczego magazyny energii stały się priorytetem?
Posiedzenie podkomisji stałej do spraw transformacji energetycznej, OZE i energetyki jądrowej poświęcone regulacjom i programom wsparcia dla magazynów energii zgromadziło przedstawicieli trzech ministerstw, Polskich Sieci Elektroenergetycznych, NFOŚiGW oraz kluczowych organizacji branżowych. Nie bez powodu – skala wyzwania staje się coraz bardziej widoczna w codziennej pracy systemu.
Udział odnawialnych źródeł energii w produkcji elektrycznej w Polsce osiągnął w ubiegłym roku 30%, a w mocy zainstalowanej OZE przekroczyły już połowę. To oznacza rosnące nadwyżki generacji, które trzeba gdzieś zagospodarować, oraz coraz większą zmienność warunków pracy systemu. Jak ujął to przedstawiciel PSE – Polska jest „jednym wielkim polem transformacji energetycznej”, a magazyny energii stanowią jedno z kluczowych narzędzi pozwalających tę transformację przeprowadzić bezpiecznie.

Ustawa UC84 – co zmienia się w przyłączaniu magazynów energii?
Najświeższą zmianą legislacyjną omawianą podczas posiedzenia była ustawa UC84, której prace parlamentarne zakończono 13 marca. Aleksandra Świderska, dyrektor Departamentu Elektroenergetyki i Gazu w Ministerstwie Energii, przedstawiła trzy istotne zmiany, które ustawa wprowadza dla sektora magazynowania energii:
- Po pierwsze – rozszerzenie formuły cable poolingu o magazyny energii. Dotychczas cable pooling umożliwiał współdzielenie przyłącza przez różne źródła wytwórcze. Teraz do tej formuły dołączą magazyny energii, co pozwoli lepiej wykorzystywać istniejącą infrastrukturę sieciową i potencjalnie obniżyć koszty przyłączania. To zmiana, na którą branża czekała – Ministerstwo Energii wprost wskazuje, że walczy o to, by koszty rozwoju infrastruktury sieciowej nie rosły skokowo i nie przekładały się na wzrost taryf dla odbiorców.
- Po drugie – zniesienie obowiązku wnoszenia zaliczki przy dołączaniu kolejnego magazynu do instalacji, dla której już określono warunki przyłączenia lub dokonano przyłączenia, pod warunkiem, że nie zostanie przekroczona oryginalna moc przyłączeniowa. To konkretna ulga finansowa dla inwestorów rozbudowujących istniejące lokalizacje.
- Po trzecie – zniesienie ograniczeń dla operatorów zamkniętych systemów dystrybucyjnych (OSDn), czyli przede wszystkim zamkniętych systemów przemysłowych, w zakresie posiadania i eksploatacji magazynów energii. Dotychczas takie podmioty nie mogły instalować magazynów energii – po wejściu ustawy w życie ta bariera zniknie.
Jak podkreślił przedstawiciel PSE, jest ona kluczowa nie tylko ze względu na powyższe zmiany, ale przede wszystkim dlatego, że pozwoli odsiać „papierowe” projekty przyłączeniowe od realnych inwestycji. Na papierze do systemu zgłoszono już ponad 100 GW mocy, w tym około 100 GW samych magazynów – liczby, w które nikt poważnie nie wierzy.

PSE: 15–20 GW magazynów energii do 2035 roku – ale pod warunkami
Prezentacja Polskich Sieci Elektroenergetycznych była najobszerniejszą częścią posiedzenia i przyniosła zarówno optymistyczną wizję, jak i wyraźne ostrzeżenia.
Dane wyjściowe są imponujące. Na rynku mocy zakontraktowano już około 11 GW magazynów bateryjnych do roku 2030. Plan rozwoju PSE zakłada 15 000 MW w magazynach bateryjnych, około 3000 MW w elektrowniach szczytowo-pompowych i dodatkowe 3000 MW w magazynach prosumenckich. Łącznie dawałoby to zasób rzędu 20 GW, który – zdaniem operatora – byłby „fantastycznym” wsparciem dla systemu.
Przedstawiciel PSE szczegółowo omówił szanse, jakie magazyny otwierają przed systemem: lepszą integrację OZE, zwiększenie elastyczności, natychmiastową dyspozycyjność (w przeciwieństwie do 8 godzin rozruchu bloku węglowego), konkurencyjne usługi regulacyjne obniżające koszty dla odbiorców, wsparcie regulacji napięcia i mocy biernej, optymalizację przyłączy przez peak shaving oraz – w perspektywie – usługi elastyczności dla OSD eliminujące kosztowne inwestycje sieciowe.
Matematyka jest przekonująca: 11 GW magazynów energii o pojemności 4 godzin to 5500 MW mocy dyspozycyjnej przez 8 godzin ciągłej pracy. Szczyty zapotrzebowania trwają z reguły godzinę, dwie, najwyżej trzy – magazyny mogłyby je w przyszłości obsługiwać samodzielnie.

Ostrzeżenie operatora – magazyny energii mogą destabilizować system
Równie mocno jak szanse, przedstawiciel PSE zaakcentował zagrożenia. Przekaz był jednoznaczny: magazyny energii, które nie pracują w sposób przewidywalny i zgodny z potrzebami systemu, staną się problemem, nie rozwiązaniem.
Elektronika mocy, która stanowi serce magazynów bateryjnych, zmienia punkt pracy „na pstryknięcie palców. To ogromna zaleta – ale jeśli 5000 MW magazynów jednocześnie zmieni tryb pracy, system dostanie skok poboru mocy, którego po prostu nie wytrzyma. Stąd trzy kluczowe postulaty PSE wobec regulatorów.
Pierwszy – obowiązek planowania pracy. PSE potrzebuje informacji, jak magazyny zamierzają pracować za godzinę, o 19:00 wieczorem, w najbliższej dobie. Bez tego operator traci świadomość sytuacyjną – pojęcie, które po blackoucie w Hiszpanii odmieniane jest przez wszystkie przypadki.
Drugi – pełne opomiarowanie w trybie online. Jeśli operator nie widzi, co robią magazyny, jedyne co zobaczy, to nieprzewidywalny profil zapotrzebowania, którego nie będzie w stanie zrozumieć ani prognozować.
Trzeci – rampa zmiany mocy. Magazyny nie mogą zmieniać punktu pracy skokowo, w 5 milisekund. Zmiany muszą następować stopniowo, w ciągu kilku minut, zgodnie z rampą zapisaną w prawie krajowym. PSE postuluje, aby magazyny miały analogiczne obowiązki jak moduły wytwarzania energii (MWE), w tym zdolność do generacji mocy biernej i regulacji napięcia.
Przedstawiciel PSE nie ukrywał frustracji sytuacją, w której niektóre podmioty nie przesyłają planów pracy i pytają: „co pan nam zrobi?”. Stąd apel o jasne narzędzia egzekwowania tych obowiązków.
![6 Moce zainstalowane magazynów energii [MW]](https://szobak.com/wp-content/uploads/2026/04/6.png)
Lekcja z blackoutu w Hiszpanii
W kontekście zagrożeń pojawił się wątek, który nadał dyskusji dodatkowy ciężar – doświadczenia z blackoutu w Hiszpanii. Przedstawiciel PSE zwrócił uwagę na raport opisujący proces odbudowy systemu po awarii. Operatorzy próbowali uruchamiać małe wyspy sieciowe, ale instalacje fotowoltaiczne – wyczuwając napięcie – natychmiast się włączały, destabilizując te kruche wyspy i powodując ich ponowne wyłączenie przez zabezpieczenia.
Pytanie, które postawił przedstawiciel PSE, jest fundamentalne: czy Polska jest w stanie w sytuacji blackoutu wysłać skoordynowany sygnał do wszystkich prosumentów: „Wyłączajcie się”? Odpowiedź brzmi: to bardzo trudne. Stąd propozycja, by w sieciach niskiego i średniego napięcia umieszczać magazyny zdolne do wyczuwania takiego stanu i absorbowania nadwyżek niespodziewanej generacji podczas procesów odbudowy.

Elektrownie szczytowo-pompowe – impas inwestycyjny
Osobny i niepokojący wątek dotyczył elektrowni szczytowo-pompowych (ESP). Z danych przedstawionych na posiedzeniu wynika, że Polska dysponuje 1,8 GW mocy w ESP – podczas gdy łączna moc wszystkich magazynów energii w kraju przekracza 2 GW. Tendencja jest jednoznaczna: magazyny bateryjne rosną, a potencjał ESP stoi w miejscu.
Przewodniczący podkomisji wprost zapytał o perspektywę budowy nowych ESP, w tym o projekt elektrowni szczytowo-pompowej Młoty. Przedstawiciel Ministerstwa Aktywów Państwowych nie był w stanie udzielić odpowiedzi – zobowiązał się jedynie do przedstawienia informacji na piśmie.
Głos zabrał też Maciej Drost z Polskiej Izby Magazynowania Energii, wskazując, że problem Młotów nie sprowadza się wyłącznie do finansowania. Inwestycja, której korzenie sięgają lat 70., utknęła na decyzji środowiskowej – kolizji z obszarem Natura 2000 i konieczności kompensacji lasu łęgowego. Regionalne Dyrekcje Ochrony Środowiska to – jak ujął to Drost – „wąskie gardło” blokujące nie tylko farmy wiatrowe i fotowoltaikę, ale również inwestycje ESP.
Przedstawiciel PSE dodał istotny kontekst ekonomiczny: magazyny bateryjne tanieją tak szybko, że elektrowniom szczytowo-pompowym będzie coraz trudniej zamknąć biznes case. ESP mają wprawdzie dłuższy cykl życia – 50, 60, a nawet 100 lat – ale wymagają bardzo wysokiego nakładu początkowego i bardzo długiego okresu zwrotu. To projekty trudne do spięcia finansowo, analogicznie jak energetyka jądrowa.

Miliardy na magazyny energii – przegląd programów wsparcia
Minister Urszula Zielińska z Ministerstwa Klimatu i Środowiska przedstawiła skalę programów wsparcia, która robi wrażenie – zarówno pod względem kwot, jak i różnorodności instrumentów.
W segmencie wielkoskalowym działają dwa główne programy. Z KPO (alokacja 700 mln zł na magazyny BESS) dofinansowano dwa projekty – Żarnowiec i Ełk. Fundusz Modernizacyjny przeznaczył 4 mld zł na poprawę stabilności sieci, co przełożyło się na 182 projekty magazynów o mocy powyżej 2 MW.
Od 1 kwietnia rusza nowy nabór skierowany do operatorów systemów dystrybucyjnych – 1 mld zł na stabilizację sieci, z dotacjami do 60% kosztów. To instrument, który może realnie zmienić sytuację w sieciach dystrybucyjnych, gdzie zapychane transformatory średnie/wysokie napięcie stają się codziennym problemem.
Na magazyny ciepła (od 1 września) przeznaczono kolejny 1 mld zł, z planowanym minimum 30 instalacji. Minister Zielińska przytoczyła przykład z Lidzbarka Warmińskiego, gdzie ciepło z magazynu sezonowego kosztuje 116 zł/GJ wobec 130 zł/GJ z gazu – przekonujący argument za ekonomiczną sensownością tego rozwiązania.
Wreszcie segment prosumencki – program Mój Prąd startujący 30 marca z budżetem 1 mld zł. Dofinansowanie magazynu energii w net-billingu sięga 16 000 zł, magazynu ciepła – 5000 zł. Wymagany jest system zarządzania energią (EMS), ale bez obowiązkowego komponentu AI. Dodatkowe 2000 zł otrzyma magazyn spełniający wymogi local content.
Na modernizację elektrowni szczytowo-pompowej Porąbka-Żar przeznaczono 150 mln zł w formie pożyczki.


100 000 magazynów prosumenckich – sukces, ale z zastrzeżeniem
Stan rozwoju magazynów prosumenckich wygląda obiecująco. Polska ma 1,6 mln prosumentów o łącznej mocy 13 GW. Do końca 2025 roku zainstalowano 100 000 magazynów przydomowych, a tempo instalacji – 8000 miesięcznie – sugeruje, że rządowy cel 200 000 magazynów do 2027 roku może zostać osiągnięty nawet wcześniej.
Tyle statystyki. Praktyka wygląda gorzej. Przedstawiciel PSE opisał sytuację, w której prosumenci uruchamiają magazyny o świcie, ładują je natychmiast od pierwszej kilowatogodziny, nie ukrywają się nawet za zużyciem wewnętrznym domowym – i o 8:30 mają naładowany magazyn, który przez resztę dnia jest nieużyteczny z perspektywy systemu. „Zero korzyści” – podsumował przedstawiciel operatora.
Optymalne zachowanie magazynu prosumenckiego jest inne: gromadzenie nadwyżki z południa i przesuwanie jej na godziny wieczornego szczytu (19:00–20:00), kiedy energia jest najdroższa, a system najbardziej obciążony. To wymaga edukacji zarówno instalatorów, jak i samych prosumentów – oraz systemu zachęt cenowych, który premiuje takie zachowanie.

Bilansowanie – 700 mln zł przecieka przez palce
Jednym z mocniejszych punktów wystąpienia PSE był wątek jakości bilansowania w polskim systemie. Operator oszacował, że przez palce odbiorców „przecieka” około 700 mln zł rocznie z powodu złego planowania poboru energii. To kwota, którą firmy tracą, płacąc na droższym rynku bilansującym zamiast precyzyjnie kontraktować swoje zapotrzebowanie.
PSE podał konkretne przykłady patologii: firmy, które kupują 16 MW w stałym paśmie, a zużywają 20 MW – dopłacając do różnicy; albo kontraktują 12 MW, a zużywają 8 MW. Operator postuluje wprowadzenie motywującego czynnika – dodatkowej opłaty (np. 100 zł/MWh), gdy system jest „rozhuśtany” i dany podmiot się do tego przyczynia. Sytuacja jest na tyle poważna, że zagraniczni operatorzy dzwonią do PSE z pretensjami, że Polska nieplanowo wpycha energię, powodując rozregulowanie zegarków w systemie europejskim.

Chińska konkurencja i postulat local content
Głos zabrał również przedstawiciel LG Solutions, który zwrócił uwagę na problem konkurencyjności europejskiego – w tym polskiego – przemysłu bateryjnego. Prawie wszystkie baterie na rynku europejskim pochodzą z Chin. LG zbudowało zakłady w Polsce, ale cena energii w kraju jest jedną z najwyższych, co podkopuje konkurencyjność wobec chińskich producentów korzystających z taniej energii i dotacji. Apel o wymogi local content w programach wsparcia spotkał się z częściową odpowiedzią – w programie Mój Prąd magazyn spełniający takie wymogi otrzyma dodatkowe 2000 zł dofinansowania.

Branża wskazuje bariery – od opłat dystrybucyjnych po niepewność rynku mocy
Stanowiska organizacji branżowych odsłoniły kolejne wyzwania regulacyjne.
Maciej Drost z Polskiej Izby Magazynowania Energii zwrócił uwagę, że w zamkniętych systemach dystrybucyjnych (OSDn) magazyny są nieopłacalne z powodu dziewięciokrotnie wyższych opłat dystrybucyjnych wynikających z braku odpowiedniego współczynnika K. Problem dotyczy także dużych podmiotów przemysłowych – Drost przywołał stanowisko KGHM, które potwierdzało brak opłacalności. Branża domaga się preferencji w zakresie współczynnika K dla OSDn-ów oraz jasnych zasad wynagradzania za usługi grid forming i black start.
Barbara Adamska, prezes Polskiego Stowarzyszenia Magazynowania Energii, podniosła trzy kwestie. Pierwsza to niepewność wokół aukcji rynku mocy zaplanowanych na grudzień – jedynego dotychczas dostępnego kontraktu długoterminowego dla wielkoskalowych magazynów bateryjnych. Druga – opóźnienia w notyfikacji nowelizacji ustawy o klastrach energii, od której zależą upusty w opłacie dystrybucyjnej. Trzecia i być może najistotniejsza – destrukcyjny wpływ opłaty mocowej na efektywność taryf dynamicznych dla przemysłu energochłonnego. Przedsiębiorca nie zwiększy zużycia w południe (gdy energia jest tania), bo zapłaci wysoką opłatę mocową. Ten mechanizm skutecznie niweluje sygnał cenowy, na który tak bardzo liczy PSE.
Adamska podkreśliła również strategiczne znaczenie przemysłu bateryjnego w kontekście zbrojeniowym – argument, który w obecnej sytuacji geopolitycznej może mieć istotną siłę polityczną.
Ciepłownictwo – sektor „zero plus”, który boi się zmian
Wątek ciepłownictwa, choć poboczny, ujawnił głęboki problem systemowy. Przedstawiciel PSE opisał wyniki ankiet skierowanych do przedsiębiorstw ciepłowniczych – odpowiedzi przysłała tylko połowa, a zainteresowanie elektryfikacją (kotły elektrodowe, pompy ciepła) okazało się nikłe.
Przyczyny są złożone. Sektor ciepłowniczy to – jak ujął to przedstawiciel PSE – „sektor zero plus, a niektórzy mówią zero minus”. Nie jest to branża o wysokich marżach, a perspektywa konkurencji ze strony rozproszonych pomp ciepła i fotowoltaiki pogarsza ekonomikę dalszych inwestycji. Jednocześnie minister Zielińska zwróciła uwagę na wypaczenie obecnego systemu: najłatwiejszym sposobem na uzyskanie statusu efektywnej energetycznie instalacji jest biomasa leśna. Ciepłownicy wrzucają drewno do kotła, natychmiast uzyskują OZE i dopłaty – co minister wprost nazwała „karykaturą transformacji”.
Co dalej – elektromobilność, agregatorzy i LOB-y
Perspektywy wykraczające poza tradycyjne magazyny również znalazły się w polu dyskusji. Przedstawiciel PSE zwrócił uwagę na potencjał elektromobilności – już 100 000 samochodów elektrycznych w Polsce to łącznie więcej pojemności magazynowej niż we wszystkich elektrowniach szczytowo-pompowych. Przyszłość Vehicle-to-Grid (V2G) zależy jednak od tego samego co reszta – od spójnego systemu sygnałów cenowych i profesjonalnych agregatorów.
PSE otwarcie przyznało, że zmienił się paradygmat – z systemu scentralizowanego na rozproszony, w którym 93% źródeł OZE jest w sieci dystrybucyjnej, poza bezpośrednim sterowaniem operatora przesyłowego. Jedynym realistycznym mechanizmem koordynacji są agregatorzy i spójne sygnały cenowe docierające do każdego uczestnika rynku.
Operator jest też „wielkim zwolennikiem LOB-ów” – lokalnych obszarów bilansowania – ale pod warunkiem, że faktycznie pracują na korzyść systemu, a nie służą jako narzędzie do korzystania z net-meteringu, co PSE określiło jako „przekleństwo”.
Podsumowanie – system na rozdrożu
Posiedzenie podkomisji ujawniło obraz sektora magazynowania energii w Polsce, który znajduje się na rozdrożu. Z jednej strony – ambitne cele, miliardy złotych wsparcia, dynamicznie rosnąca instalacja prosumenckich magazynów i 11 GW zakontraktowanych na rynku mocy. Z drugiej – brak podpisu prezydenta pod kluczową ustawą, impas wokół elektrowni szczytowo-pompowych, bariery regulacyjne hamujące opłacalność w przemyśle i realne ryzyko, że źle zarządzane magazyny pogorszą stabilność systemu zamiast ją poprawić.
Trzy kluczowe wnioski dla interesariuszy są następujące.
Dla inwestorów: najbliższe miesiące będą decydujące. Podpis prezydenta pod UC84 uwolni moce przyłączeniowe, a nowe programy wsparcia (1 mld zł dla OSD, 1 mld zł na Mój Prąd, 1 mld zł na magazyny ciepła) otwierają realne okno inwestycyjne.
Dla branży: PSE jasno postawiło warunki gry – obowiązek planowania pracy, pełne opomiarowanie i obowiązek bilansowania to trzy wymagania, które muszą towarzyszyć każdemu wsparciu publicznemu. Kto się do nich nie dostosuje, będzie traktowany jak zagrożenie dla systemu.
Dla regulatorów: system zachęt musi być spójny. Opłata mocowa niwelująca sygnał cenowy, brak współczynnika K w OSDn-ach, niepewność aukcji na rynku mocy i biurokratyczne bariery środowiskowe dla ESP – to wszystko podkopuje deklarowane cele polityki energetycznej.

Dominik Szobak
Jestem specjalistą Public Affairs, Public Relations i komunikacji kryzysowej. Reprezentuje klientów – globalne firmy, polskie przedsiębiorstwa i organizacje pozarządowe. Należę do grona redaktorów Wikipedii.

