Braki kadrowe lekarzy w Polsce 2026 – ile mamy lekarzy, gdzie jest ich najmniej i czego brakuje najbardziej

Braki kadrowe lekarzy w Polsce 2026 – ile mamy lekarzy, gdzie jest ich najmniej i czego brakuje najbardziej

Dominik Szobak
18 czerwca, 2026
wpis-braki-kadrowe-lekarzy-2026-hero
  • Niedobór lekarzy to jeden z najczęściej powtarzanych zarzutów wobec polskiego systemu ochrony zdrowia.
  • W maju 2026 r. Ministerstwo Zdrowia odpowiedziało na interpelację poselską nr 15989, podając twarde dane o liczbie lekarzy, ich rozmieszczeniu regionalnym i dziedzinach zagrożonych lukami pokoleniowymi.
  • To dobry moment, by spojrzeć na liczby zamiast na wrażenia – i zobaczyć, co dane mówią, a czego wciąż nie pokazują.

Ilu lekarzy pracuje w Polsce

Według danych resortu w 2024 r. zawód wykonywało 148 331 lekarzy oraz 38 381 lekarzy dentystów. Wobec 2023 r. (144 720 lekarzy) to wzrost o 2,5%. Liczby pochodzą z analizy stanu kadry medycznej prowadzonej w ramach map potrzeb zdrowotnych, opartej na danych z Centralnego Wykazu Pracowników Medycznych (CWPM) i ZUS.

Ważne zastrzeżenie metodologiczne: są to dane za 2024 r. Analizy za lata 2025–2026 nie są jeszcze dostępne – resort powtarza to przy niemal każdej tabeli. Oznacza to, że najświeższy oficjalny obraz kadry medycznej w Polsce jest w istocie dwuletni.

Nie wszyscy lekarze pracują przy tym w systemie publicznym. W 2024 r. do umów z Narodowym Funduszem Zdrowia o udzielanie świadczeń finansowanych ze środków publicznych zgłoszono 131 953 lekarzy i 13 951 lekarzy dentystów. Różnica wobec ogółu – ok. 16 tys. lekarzy – to skala wycieku poza system finansowany publicznie: praktyka czysto prywatna, praca poza bezpośrednim kontaktem z pacjentem, nauka i administracja.

Lekarze na 1000 mieszkańców – Polska na tle OECD

W 2024 r. na 1000 mieszkańców przypadało 3,95 lekarza i 1,02 lekarza dentysty. To wartość, która w zestawieniu międzynarodowym wygląda zaskakująco przeciętnie, a nie dramatycznie.

Zgodnie z raportem OECD „Health at a Glance 2025″ w 2023 r. w Polsce pracowało 3,9 lekarza na 1000 mieszkańców – dokładnie tyle, ile wynosiła wówczas średnia OECD. Polska nie jest więc, wbrew obiegowej narracji, krajem o dramatycznie niskim nasyceniu lekarzami. Problem leży gdzie indziej: w rozmieszczeniu, strukturze wiekowej i dostępności konkretnych specjalizacji.

Mapa nierówności – gdzie lekarzy jest najwięcej, a gdzie najmniej

To w danych regionalnych kryje się sedno problemu. Średnia krajowa maskuje ogromne różnice.

Najwyższe nasycenie lekarzami w 2024 r. notowały województwa mazowieckie (6,63 lekarza na 1000 mieszkańców) i łódzkie (5,27). Na drugim biegunie znalazły się lubuskie (3,09), warmińsko-mazurskie (3,16) i opolskie (3,22).

Różnica między mazowieckim a lubuskim to ponad dwukrotność. Mieszkaniec Warszawy i mieszkaniec Gorzowa Wielkopolskiego funkcjonują de facto w dwóch różnych systemach dostępności – mimo formalnie tej samej składki zdrowotnej i tych samych uprawnień.

wykres-1-regiony

Podobny obraz widać u dentystów: najwięcej w mazowieckiem (1,27) i łódzkiem (1,22), najmniej w kujawsko-pomorskiem (0,67), warmińsko-mazurskiem (0,74) i opolskiem (0,75). Lista regionów deficytowych w dużej mierze się pokrywa – te same województwa wschodnie i zachodnie peryferie ciągną w dół oba wskaźniki.

Specjalizacje pod presją – współczynnik zastępowalności

Najciekawsze narzędzie analityczne, którego resort użył w odpowiedzi, to współczynnik zastępowalności – różnica między liczbą lekarzy prawdopodobnie wchodzących na rynek a liczbą tych, którzy do końca okresu szkolenia osiągną wiek emerytalny. Ujemna wartość oznacza, że dziedzina się wyludnia: odchodzi więcej, niż przychodzi.

Zgodnie z Mapą potrzeb zdrowotnych na lata 2027–2031 dziedzinami o ujemnym współczynniku zastępowalności są: choroby wewnętrzne, chirurgia ogólna i rehabilitacja medyczna.

To sygnał strukturalny ważniejszy niż liczby bezwzględne. Choroby wewnętrzne są bazą, z której wyrastają liczne wąskie specjalizacje internistyczne – od kardiologii po nefrologię. Kurczenie się interny zapowiada więc napięcia w całym łańcuchu dziedzin pochodnych w kolejnej dekadzie, nawet jeśli dziś ich liczby wyglądają stabilnie.

Ilu jest specjalistów – obraz dziedzinowy

W 2024 r. liczby pracujących specjalistów w wybranych dziedzinach przedstawiały się następująco (w nawiasie na 100 tys. ludności):

  • choroby wewnętrzne – 26 511 (70,7)
  • pediatria – 13 353 (35,6)
  • medycyna rodzinna – 11 133 (29,7)
  • chirurgia ogólna – 7 926 (21,1)
  • położnictwo i ginekologia – 7 003 (18,7)
  • anestezjologia i intensywna terapia – 6 535 (17,4)
  • kardiologia – 5 179 (13,8)
  • neurologia – 4 100 (10,9)

wykres-3-specjalisci

Zestawienie jest wybiórcze i tu pojawia się pierwsza istotna luka: resort wymienia osiem dziedzin „głównych”, ale poza tabelą zostają liczne specjalizacje wąskie – w tym te kluczowe dla chorób przewlekłych, jak nefrologia, diabetologia czy onkologia. Nie znaczy to, że dane nie istnieją; znaczy, że nie zostały pokazane w odpowiedzi na pytanie o „największe braki kadrowe”. A to właśnie w wąskich dziedzinach napięcia bywają najostrzejsze.

Czego dane nie pokazują

Odpowiedź resortu jest cenna nie tylko przez to, co zawiera, lecz także przez to, co wprost wyłącza z pola widzenia:

  • Po pierwsze – brak monitoringu wakatów. Ministerstwo Zdrowia przyznaje, że nie prowadzi analiz liczby wakatów lekarskich w publicznych placówkach. Opiera się jedynie na warunkach minimalnego zabezpieczenia personelu wymaganych w umowach z NFZ. W praktyce oznacza to, że państwo nie zna skali niezaspokojonego zapotrzebowania na poziomie konkretnych oddziałów i poradni. Wiemy, ilu lekarzy jest – nie wiemy, ilu brakuje.
  • Po drugie – brak danych za 2025–2026. Obraz urywa się na 2024 r., a najnowsze decyzje regulacyjne i kadrowe wymykają się analizie.
  • Po trzecie – wybiórczość zestawień dziedzinowych, o której była mowa wyżej. Połączenie tych trzech luk sprawia, że publiczny obraz niedoborów jest fragmentaryczny – i że organizacje branżowe czy pacjenckie, które dysponują własnymi danymi z konkretnych dziedzin, mają realną przestrzeń, by uzupełniać tę debatę.

Czy jest lepiej? Trend na tle liczby pacjentów

Wbrew narracji o zapaści, dane długookresowe pokazują wzrost. W latach 2020–2024 liczba pracujących lekarzy wzrosła o 12% w ujęciu bezwzględnym i o 14% w przeliczeniu na 100 tys. ludności. Liczba dentystów wzrosła odpowiednio o 8% i 11%.

W tym samym czasie liczba pacjentów korzystających z publicznego systemu ochrony zdrowia wzrosła z 29,7 mln do 31,3 mln, czyli o 6%. Lekarzy przybywa więc szybciej niż pacjentów – relacja zasobu do popytu poprawia się, a nie pogarsza.

wykres-2-trend

Rośnie też liczba specjalistów: z 114 606 w grudniu 2015 r. do 138 978 na koniec grudnia 2025 r., czyli o ponad 21%. Szkolenie specjalizacyjne odbywa obecnie 31 431 lekarzy – o niemal 7,9 tys. więcej niż dekadę wcześniej.

Te liczby studzą najbardziej alarmistyczne tezy. Nie unieważniają jednak problemu: wzrost jest realny, ale nierówny regionalnie i nierównomierny między dziedzinami. Średnia rośnie – peryferie i dziedziny o ujemnej zastępowalności zostają w tyle.

Co planuje resort

Ministerstwo wskazuje kilka kierunków, w większości skupionych wokół przygotowywanej nowelizacji ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty. To kadrowo bliźniaczy proces wobec reformy zawodu pielęgniarki i położnej.

Najważniejsza zmiana to kierowanie rezydentów do jednostek akredytowanych w województwach o największym zapotrzebowaniu na specjalistów w danej dziedzinie – próba sterowania rozmieszczeniem kadry tam, gdzie deficyty są największe. Resort zapowiada też umożliwienie jednostkom wydzielania miejsc pozarezydenckich z własnym naborem oraz przyznanie dodatkowych punktów rekrutacyjnych lekarzom posiadającym już specjalizację w wybranych dziedzinach (wskazano m.in. choroby wewnętrzne), z prawem do kolejnej rezydentury.

W tle działa nabór centralny wprowadzony od jesieni 2022 r.: lekarz może ubiegać się o szkolenie we wszystkich województwach jednocześnie i wskazać do 15 wyborów (dziedzina, tryb, miejsce) w preferowanej kolejności, co zwiększa wykorzystanie miejsc szkoleniowych. Resort prognozuje, że w najbliższych latach liczba lekarzy wchodzących do zawodu będzie przewyższać liczbę odchodzących o 3–4 tys. osób rocznie.

Co z tego wynika

Odpowiedź na interpelację 15989 układa się w spójny, choć niewygodny obraz. Lekarzy w Polsce nie jest dramatycznie mało w skali kraju – jest ich tylu, ile wynosi średnia OECD, i z roku na rok przybywa szybciej niż pacjentów. Prawdziwy problem ma dwa wymiary: geograficzny (ponad dwukrotna różnica nasycenia między najlepiej i najgorzej zaopatrzonymi województwami) oraz pokoleniowy (ujemna zastępowalność w internie, chirurgii ogólnej i rehabilitacji, rzutująca na całe rodziny dziedzin pochodnych).

Zapowiadane narzędzia – sterowanie rozmieszczeniem rezydentów, premiowanie deficytowych specjalizacji – adresują właściwe problemy, ale działają z dużym opóźnieniem. Między decyzją o miejscu rezydentury a samodzielnym specjalistą mija kilka–kilkanaście lat. W krótkim horyzoncie dysproporcje regionalne i napięcia w wąskich dziedzinach pozostaną realne.

Najmocniejszy wniosek dotyczy jednak danych. Państwo nie mierzy wakatów, nie pokazuje wszystkich dziedzin i operuje obrazem sprzed dwóch lat. Dopóki to się nie zmieni, debata o brakach kadrowych będzie się toczyć w warunkach niepełnej informacji – a organizacje branżowe i pacjenckie, które potrafią pokazać własne, precyzyjne dane z konkretnych obszarów, będą miały tu nieproporcjonalnie duży głos.

infografika-trzy-wnioski

FAQ

Ilu lekarzy pracuje w Polsce w 2026 roku? Najnowsze dostępne dane Ministerstwa Zdrowia dotyczą 2024 r.: zawód wykonywało wówczas 148 331 lekarzy i 38 381 lekarzy dentystów. Analizy za lata 2025–2026 nie są jeszcze dostępne.

Ile wynosi liczba lekarzy na 1000 mieszkańców w Polsce? W 2024 r. było to 3,95 lekarza i 1,02 lekarza dentysty na 1000 mieszkańców. Według OECD wskaźnik dla Polski w 2023 r. (3,9) pokrywał się ze średnią OECD.

W których województwach jest najmniej lekarzy? Najniższe nasycenie lekarzami w 2024 r. miały województwa lubuskie (3,09 na 1000 mieszkańców), warmińsko-mazurskie (3,16) i opolskie (3,22). Najwyższe – mazowieckie (6,63) i łódzkie (5,27).

Jakich specjalistów brakuje najbardziej? Dziedzinami o ujemnym współczynniku zastępowalności – czyli takimi, z których odchodzi więcej lekarzy, niż przychodzi – są choroby wewnętrzne, chirurgia ogólna i rehabilitacja medyczna.

Czy Ministerstwo Zdrowia wie, ilu lekarzy brakuje? Nie w sposób bezpośredni. Resort przyznaje, że nie prowadzi analiz liczby wakatów lekarskich w publicznych placówkach, opierając się jedynie na minimalnych wymogach kadrowych w umowach z NFZ.

Co państwo robi, by zmniejszyć regionalne różnice? Przygotowywana nowelizacja ustawy o zawodach lekarza ma kierować rezydentów do województw o największym zapotrzebowaniu, umożliwiać tworzenie miejsc pozarezydenckich i premiować punktami lekarzy z deficytowymi specjalizacjami.

Dominik Szobak

Dominik Szobak

Jestem specjalistą Public Affairs, Public Relations i komunikacji kryzysowej. Reprezentuje klientów – globalne firmy, polskie przedsiębiorstwa i organizacje pozarządowe. Należę do grona redaktorów Wikipedii.